Archiwum wpisów
Lipiec 2013
P W Ś C P S N
« Cze   Sie »
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
293031  
wait
wait

Bibliocik3_3

Był spokojny, trochę śpiący dzień. Bibliocik siedział w swoim kąciku i czytał wolno spacerując po kartkach książki. Tym razem była to książka „Łódź nasze miasto” napisana przez trzech panów: Marka Budziarka , Leszka Skrzydło i Marka Szukalaka. Stworek często przerywał czytanie, przysiadał oparty o książkę i rozmyślał. Jak bardzo komplikowały się ludzkie losy. Łódzcy fabrykanci pochodzili przeważnie z rodzin niemieckich lub żydowskich. Ich potomkowie czasami wybierali narodowość polską. W czasie wojny ginęli nie chcąc wyrzec się wybranej ojczyzny. Inni wracali do narodowości przodków.

Strasznie to skomplikowane. Na przykład Izrael Poznański, który był jednym z najważniejszych przemysłowców w cesarstwie Rosyjskim , był Żydem. Jeden z jego synów, Maurycy został politykiem i jako delegat Polski uczestniczył w Konferencji Pokojowej w Paryżu. Jeden z wnuków, znany malarz Wiktor, pod koniec życia zmienił nawet wiarę i został zakonnikiem, ale we Francji. Inny wnuk, syn córki Anny, zginął jako polski oficer. Potomkowie fabrykanta Juliusza Heinzla mieszkają w Polsce i w Niemczech. Jedni przyznają się do narodowości polskiej inni do niemieckiej. Ludwik Geyer , do którego należała piękna „biała fabryka” , też był Niemcem. Jego syn przewodniczył Polskiemu Towarzystwu Kulturalnemu. Wnuk Ludwika, Robert, został zastrzelony przez Niemców, bo nie chciał podpisać swojej przynależności do narodu niemieckiego tzw. volkslisty. Przedziwne. Gdy Bibliocik sobie tak rozmyślał, usłyszał głos Dominiki. Zamknął książkę i postanowił poszukać dziewczynki. Rozmawiała przy biurku z panią Małgosią, która wypytywała ją o szkołę i o siostrę.

Kiedy przyszła i usiadła, szybko podbiegł żeby się przywitać.

– Witaj Bibliociku.- Dominika uśmiechnęła się ciepło, głaszcząc stworka. – Czekałeś na mnie?
– Tak, usłyszałem cię i przybiegłem tutaj. Muszę ci coś opowiedzieć.

I z wielkim przejęciem zrelacjonował jej, losy fabrykantów i ich dzieci. Dominika przyznała, że ona też słyszała podobną historię.
– Gdy robiłyśmy w sobotę gwiazdki na choinkę, to babcia opowiadała mamie o swojej cioci Gajzlerowej.
– Jak to robiłyście gwiazdki na choinkę?
– Widzisz Kłopociku, niedługo będą święta. I wtedy ubiera się choinkę.
– W co się ubiera, w sukienkę?
– Nie. Ubiera się, czyli przyozdabia, różnymi kupionymi i zrobionymi zabawkami. No tak! Ty przecież nie widziałeś jeszcze choinki mój drogi. W bibliotece panie też postawią drzewko.
– Ale skąd wezmą drzewko. Przyniosą z parku?
– Nie. Są sztuczne choinki. Można też kupić, taką w doniczce. Przed świętami zabiorę cię do domu. Biblioteka będzie zamknięta. Byłoby ci smutno. A w domu, w święta, wesoło, zobaczysz.
– To kiedy, kiedy to będzie?
– Już niedługo Kłopociku. Za dwa tygodnie.
– To jeszcze długo. – Stworek już chciał zobaczyć święta.- No dobrze Domi, to, co z tą ciocią?
– Ciocia Gajzlerowa miała męża, którego tata był Niemcem, a mama Polką. I gdy Łódź podczas II Wojny Światowej zajęły wojska niemieckie, został aresztowany, bo nie chciał podpisać tej ich listy.

– Volkslisty?
– No tak. Powiedział, że jest Polakiem. I zginął.
– Jejku, ale to wszystko dziwne.
– Babcia mówiła, że dużo takich historii wtedy się słyszało. Na przykład: fabrykant Bruno Biedermann był kapitanem wojska polskiego, mimo, że Biedermannowie byli Niemcami.
– Ale ja czytałem, że on i jego córka podpisali listę.
– Tak, zmuszono ich. Potem się jednak okazało, że ta córka, Maryla, całą wojnę działała w ruchu oporu, bo była harcerką. Babcia tak fajnie powiedziała, że nie wolno nikogo potępiać w czambuł.
– Co to znaczy w czambuł?
– To tak całkiem i bez wyjątku. Przecież nigdy nie wiemy wszystkiego o innym człowieku.
– Ale co to jest czambuł?
– Nie wiem, ale jesteśmy w czytelni. Możemy zapytać panią bibliotekarkę. Da nam słownik to przeczytamy.
– To ja się schowam , a ty przeczytasz głośno. Dobrze?
– Dobrze Bibliociku. A potem już pójdę do domu. Przyjdę pewnie w piątek. Może Zosia już wyzdrowieje.
– Poszukajmy na piątek czegoś o ciekawych ludziach w Łodzi? Może o kobietach? Bo tak trochę jakby były nieobecne.
– Dobrze Kłopociku.
Gdy stworek schował się pod szafą Dominika zapytała o czambuł i dostała Słownik Wyrazów Obcych pana Kopalińskiego. Przeczytała głośno to co ją interesowało:
-„ Czambuł – dawniej tatarski oddział zbrojny, wataha, zagon, najazd, wypad Tatarów; w czambuł – ogólnie, w całości, bez wyjątku.”
I pomyślała: co ma wspólnego tatarski oddział z polską historią? Postanowiła to kiedyś wyjaśnić.

Bibliocik2

Możliwość komentowania jest wyłączona.