Archiwum wpisów
Lipiec 2013
P W Ś C P S N
« Cze   Sie »
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
293031  
wait
wait

Bibliocik3_3 W niedzielę pogoda była wymarzona na spacer po ogrodzie Botanicznym. Kiedy mama Dominiki kupowała bilety, Bibliocik niecierpliwił się w plecaku.

-No chodźmy już, chodźmy.

Cały plecaczek podskakiwał na ramionach dziewczynki. Aż jakaś pani przyjrzała mu się podejrzliwie. Już od wczesnego ranka stworek nie mógł usiedzieć na miejscu. Plątał się pod nogami nawet mamie, która szykowała w kuchni całą górę kanapek.

Kiedy wreszcie znaleźli się po drugiej stronie bramy, Bibliocik uspokoił się i wystawił z plecaka głowę. Patrzył tymi wielkimi oczami i wzdychał. Potem chciał ,żeby dziewczynki czytały mu napisy umieszczone na tabliczkach, ale nie mógł wszystkiego zapamiętać i dał im spokój. Wolno przeszli wśród górek w kierunku ogrodu japońskiego. Nagle stworek zaczął piszczeć.

– Co się stało, Kłopociku? – Zapytała Dominika.

– Popatrzcie! Tam jest księżniczka!

Bibliocik wskazał łapką grupę ludzi stojących koło pięknie kwitnącego drzewa.

Mama roześmiała się i powiedziała:

– Masz rację, mój drogi. Dzisiaj ta pani rzeczywiście wygląda i czuje się jak księżniczka.

– A nie jest nią?

– Nie. To para, która wczoraj się pobrała. Zostali małżeństwem. Dzisiaj przyjechali zrobić piękne pamiątkowe zdjęcia. Będą je później oglądać i pokazywać innym.

– To będą ładne fotografie.

Przytaknął Bibliocik przyglądając się pozującej parze. Naraz coś pstryknęło. To mama zrobiła zdjęcie. Teraz dziewczynki też zaczęły biegać wokół. Ustawiały się pod krzaczkami, kamieniami, przy kwiatkach a mama naciskała guziczek i utrwalała na filmie najdziwniejsze pozy. Aż powiedziała:

– Przerwa. Pora na piknik.

Usiedli na ławce. Każdy dostał kanapkę. Stworek też dostał kromeczkę z pastą serową. Dzieci zostawiły po kawałku skórki i poszły podzielić się z kaczuszkami i rybkami w stawie. Mama wyjęła książkę a Bibliocik postanowił pospacerować.

– Tylko nie odchodź daleko Kłopociku- uprzedziła mama – bo zginiesz w tej wysokiej trawie.

Maluch przechadzał się w tą i z powrotem dotykając roślin. W pewnym momencie zainteresował się niebieskim kwiatkiem, który dostrzegł trochę dalej.

Nagle, niedaleko, z hałasem, wylądował duży biało-czarny ptak. Przekrzywiając głowę i drepcząc przyglądał się intensywnie Bibliocikowi. Nie patrzył jednak przyjaźnie. Stworek przestraszył się. Bał się krzyknąć. Mama była daleko. Co robić? Po swojej prawej stronie zobaczył patyk. Przypomniał sobie opowieści o rycerzach. Ten kijek będzie w sam raz- pomyślał. Pomalutku wyciągnął łapkę i złapał broń. Miał teraz szpadę. Ptak zaskrzeczał i zaczął się zbliżać. Stworek ściskał dzielnie kijek w spoconej łapce.

I nagle ze śmiechem przybiegły dziewczynki.

– Ja będę pierwsza.

– Nie , ja.

– Mamusiu a gdzie jest Kłopocik?

-Jest gdzieś, tutaj. Spaceruje.

Dominika i Zosia zaczęły szukać przyjaciela na trawniku i przepłoszyły dużą srokę.

– O! Jest tutaj! – Krzyknęła Zosia.

– Co ty tak stoisz z tym patykiem Kłopociku? – Zapytała Dominika.

Ale Bibliocik nie miał siły odpowiedzieć. Nóżki się pod nim ugięły i usiadł.

– Mamo, Kłopocik źle się czuje.

– Tak, proszę pani. Chyba nie jest dobrze.

Mama delikatnie przeniosła stworka na ławkę. Dała mu pić i powachlowała zwilżoną chusteczką. Dzieci zmartwione stały obok. Po chwili Bibliocik otworzył oczy i powiedział, że już mu lepiej. Wszyscy odetchnęli z ulgą. Kiedy opowiedział jak szykował się do obrony przed ptakiem, słuchaczki zgodziły się, że mogło być niebezpiecznie.

Zapakowali plecaki i postanowili przejść po górkach.

– Aż trudno uwierzyć, że mogło ich kiedyś nie być.

Powiedziała mama gdy zatrzymali się na chwilę na górze, by popatrzeć na krajobraz.

– To przedtem ich nie było, jak to?

Zdziwił się maluch.

– Tak. Zbudowali je ludzie. W ogrodzie ciągle coś przybywa. Chodźcie , idziemy pomału w kierunku domu.

– Juuż?

Dzieci i stworek nie kryli zawodu.

– Przecież będziemy przychodzić tu często.

Uspokajała mama.

W domu, po obiedzie, siedzieli rozleniwieni na kanapie. Bibliocik jeszcze raz opowiedział historię swojego spotkania ze sroką. Teraz jednak zrobił z tego śmieszną pantomimę. Kręcił głową wybałuszając oczy. Stawał na jednej nodze, machając łapkami jak skrzydłami. Za chwilę pokazywał jak on malutki taki, trzęsąc się wymachuje patykiem. Widzowie zaśmiewali się.

A potem wyszli na balkon, popatrzeć na hałasujące sroki. Bibliocik pomyślał, że woli je oglądać z daleka. Baardzoo z daleka.

 

Dominika Zosia

Możliwość komentowania jest wyłączona.