Archiwum wpisów
Listopad 2017
P W Ś C P S N
« Paź    
 12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
27282930  
wait
wait

Archiwum dla ‘III Zlot Poetów Łódź 2017’ Kategorie

     

Złoty medal: Joanna Słodyczka


TKANINA Z MENORĄ

stukot podkutych zelówek na bruku Starego Rynku
brzmiał jak dźwięk krosien –
ulic Brackiej Stodolnianej Zgierskiej
na których czółno czasu
pospiesznie wyplatało wzór osobistych historii

teutońską nocą
barbarzyńsko wydarto z harmonijnej całości
obraz menory

okaleczona tkanina
trafiła na konserwatorski warsztat pamięci
lecz nie wszystko można zrekonstruować

pustka w miejscu płomieni świec

                                                            Joanna Słodyczka

—————————————————————————————–

 

Srebrny medal: Ada Jarosz

ALBUM

spójrz na tę fotografię Miriam

brama kamienicy w tle Josef
zamyka warsztat ktoś zamiata
podwórze jak zwykle przed
szabasem niebo jaśnieje

twoja babka Sela splata włosy
na kolanach grzebyk kościany
(ten sam którym i ja rozczesuję
splątany czas) a obok Szlomo

pytasz kto to? nie wiem o nim
wiele prócz tego że miał ciepłe
dłonie najszczersze oczy i miły
uśmiech jaki miewają ojcowie

dziwisz się że tacy młodzi?
to godziny beztroski i szczęścia

zerknij – na tym zdjęciu biegną
obok ich przyjaciele rudy Maks
Władek Baśka od Kowalczuków
córka prządki i wesoły Weszo
który śpiewał o romskiej duszy

gdybym miał namalować czystą
radość miałaby twarze tych dzieci
.
.
am dam des wise mare pres
wise mare pompelom
am dam des*
.
.
płaczesz? ta fotografia?

widzisz to czas gdy nad Zachodnią
i Krótką** zgaszono gwiazdy a niebiosa
przestały być puste zapomnianymi
alejami spacerowały smutne dusze
.
.
ene due rabe połknął rebe żabę
chciał zjeść rebe macę
teraz smutno płacze
.
.
obraz z lotniska w Tel Awiwie – Sela
wie że nie wróci czeka na Szlomo
– Litzmannstadt*** to golem – mówi

na ostatniej fotografii warsztat tkacki
twoja babka tka (s)pokój

kiedyś załatasz nimi dziurawe
niebo i zasadzisz zdrowe drzewa
.
.
                                                 Ada Jarosz
.
.*żydowska wyliczanka dziecięca z grupy tzw. wyliczanek „niezrozumiałych” (Szmuel Zajnwil Pipe, Gry i zabawy dzieci żydowskich)
**ulice w Łodzi
***nazistowska nazwa łódzkiego getta

————————————————————————–

Medal brązowy: Markat Nowacka

DZIECI Z MIELCZARSKIEGO

czarne kąty podwórka
chłód zagrzybionych ścian
ochrypłe drzwi piwnicznego mieszkania
stołówka między ścianą komórki
a toaletą
zawsze brudne rączki
chowane odruchowo przed oczami
niespodziewanych odwiedzin
zatęchłe powietrze biedy
i bielizny wiecznie wiszącej na sznurach
ruda kotka noszona na zmianę
kochana przez wszystkich
i twarz tulona do jej brudnego futra
nie bij w krzyku
i szeptem
nie pij mamo
dobre oczy dozorcy
na obiad mieliśmy
herbatę

Markat Nowacka

————————————————————————-

WYRÓŻNIENIA:

 

W drugim dniu III Zlotu Poetów przeprowadzono Turniej Jednego Wiersza z okazji 594 urodzin Łodzi pod tytułem: „Łódzkie Impresje”. Wzięły w nim udział 43 osoby.

Jury po wysłuchaniu wierszy na poetyckim forum i po wnikliwej analizie tekstów postanowiło przyznać Grand Prix oraz Złoty, Srebrny i Brązowy medal oraz cztery wyróżnienia. Oto protokół, nagrodzony wiersz oraz jego autorka:

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Grand Prix: MAŁGORZATA HRYCAJ

 

 

imperatorzy 

szukali ciepła patrząc

w chmury wypełzali z ziemianek

wznosili mury wypełniali fosy rosły

metropolie upadały cesarstwa

rynsztokami płynęła krew aż ożywiła

domy tchnęła w miasta dusze

/kamienie krzyczą głośniej niż ludzie/

jeżeli tu przybędziesz wstrzymasz

oddech zapatrzony w relikwie

historii na płótnie serca

symultanizm osadzi plamy

nie strzepniesz pyłu z butów

by nie wrócić żadną z dróg…

 

nie łudź się

to Ł ó d ź

    W czasie III Ogólnopolskiego Zlotu Poetów w Łodzi , 29 lipca, miałam przyjemność poprowadzić warsztaty poetyckie. Oczywiście słowo warsztaty było raczej umowne. Nie chodziło o uczenie pisania wierszy, raczej dyskusję o poezji, o własnych doświadczeniach związanych z poetycką twórczością. Słuchaczami byli przecież poeci, którzy już mieli własny dorobek, wypracowany własny styl. Części osób nie znałam, część znana mi była z łódzkiego środowiska.
   Z prostego pytania jak napisać dobry wiersz, wywiązała się ciekawa dyskusja, z której tematem istotnym dla poetów, okazał się odbiorca wierszy. Wiele sugestii dotyczyło liczenia się z tym, dla kogo się pisze. To pociągnęło ciekawe refleksje związane z czytelnością, klarownością języka. Z kolei kwestia czytelności poruszyła zagadnienie poetów trudnych w odbiorze. Tutaj został wymieniony Tadeusz Różewicz i Zbigniew Herbert. Nie oznacza to, że wszyscy się z tym zgodzili.
   Żywe reakcje wywołał też dobrze znany problem w zakresie tworzenia wiersza, ale wciąż aktualny : poezja to natchnienie czy rzemiosło. I nie chodził o rozstrzyganie zagadnienia, ale o prezentowanie własnego podejścia. To jest najcenniejsze. Również temat wulgaryzmów we współczesnej poezji wywołał dyskusję. Odniosłam wrażenie, że poeci doskonale zdają sobie sprawę, że nie da się omijać tego sposobu, pod warunkiem dobrego uzasadnienia użycia. Został przywołany Andrzej Bursa, poeta trochę zapomniany a przecież swoje  krótkie wiersze znakomicie puentował  , sięgając do słów uznanych za wstrętne.
   Moim zdaniem, pomysł warsztatów czy raczej forum dyskusyjnego był niezwykle trafny. Sądzę, że wielu osobom piszącym brakuje takich spotkań w większym gronie, wymiany zdań oko w oko.
Cieszyło, że rozmowa, dyskusja była niezwykle żywa. Widać było jak ludzie piszący są zaangażowani w to, co robią. A najważniejsze, że dyskutanci trzymali się rzeczowej argumentacji.To umiejętność niezbędna, gdy w grę wchodzą często subiektywne oceny.

   Całość dyskusji pokazała, że r ó ż n o r o d n o ś ć   zdań, punktów widzenia jest cenna dla każdego z nas, pozwala zatrzymać się i usłyszeć co inni mają do powiedzenia. A to może być zaskoczeniem (w pozytywnym znaczeniu), inspiracją  i, co ważniejsze, chęcią ponownego spotkania.

                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                      Hanna Prosnak

Około 20 zaczęliśmy ognisko. Ale przedtem w ciągu dnia dwaj panowie przywieźli drewno i porąbali je na kawałki. Bez nich nie byłoby ogniska. Kto bał się komarów, to chował się do środka.