centrumNasze dzieci, nasi bliscy i my wybraliśmy się, zachęceni jeszcze wiosną przez organizatorów, na autokarową wycieczkę do Warszawy. Od dawna intrygowało nas wszystkich Centrum Nauki Kopernik, a więc to był cel podstawowy naszej podróży do stolicy, stolicy jeszcze piłkarskiej, jeszcze zaangażowanej w EURO 2012. Zainteresowania kierowaliśmy dodatkowo w dwa inne miejsca, do których podzieleni na dwie grupy udaliśmy się w porze popołudniowej. Jedno to Muzeum Powstania Warszawskiego, a drugie Muzeum Fryderyka Chopina. Wśród nas byli też indywidualiści, którzy samodzielnie oglądali (zapewne własne ulubione zakątki) Warszawę, aż do czasu odjazdu do Łodzi. W kawiarni Centrum kilkoro z nas, patrząc na nurt Wisły (wszak przy Wybrzeżu Kościuszkowskim posadowiono Centrum) i mając w bliskim zasięgu wzroku, otoczony zielenią obiekt nowej architektury – Stadion Narodowy – wypiło mleczną kawę, która przydała się przed rozpoczęciem zwiedzania.

Kopernika warto było zaopatrzyć się w składankę z podstawowymi informacjami i planem budynku. Razem z biletami wstępu otrzymaliśmy indywidualne oznakowania paskowe (do założenia na rękę) i karty logowania, które otwierały bramki wejściowe i dawały możliwość skorzystania z większości eksponatów. Obiekty Centrum Nauki rozmieszczono na dwóch poziomach: „0” i „1”, a zgrupowano pod wielkimi literami alfabetu łacińskiego: „A” to miejsce Korzeni cywilizacji (wynalazki, które zmieniły świat), „B” to poletko dla Bzz! (życie przyrody, zwierząt), „C” to rozległy labirynt RE: generacji (o pracy naszych głów), „D” jest galerią dla Człowieka i środowiska (zwiedzający jako przedmiot badań i obserwacji), „E” to Strefa światła (zderzenie światła i ciemności), „F” ukazuje Świat w ruchu (tajemnice kosmosu i mikroświata). Poza tym można było udać się do Planetarium Niebo Kopernika Parku Odkrywców, a tu – poprzez instalacje i eksponaty – odnaleźć związki nauki ze sztuką.

Twórcy Centrum liczą na aktywność zwiedzających. Na nas się nie zawiedli, bowiem aktywnie współgraliśmy z różnymi eksponatami. Wszystko przypominało ćwiczenia, warsztaty wydziałów różnych uczelni, ale przede wszystkim wydziałów politechniki czy innej jednostki naukowo-badawczej rozwijającej nauki techniczne, stosowane i społeczne. Gdyby spojrzeć na nas, uwijających się w tej pracy sprawdzaczy, z lotu ptaka lub w bliskiej perspektywie, można byłoby porównać nas do mrówek i do ich pracy. Uwijaliśmy się ochoczo aby nie zmarnować danego nam czasu zwiedzania. Warto doświadczać, warto poznawać i odkrywać. Nie wszystkie eksponaty były możliwe do uruchomienia, ale i te z których korzystaliśmy dawały dużo wiedzy i… uciechy. Mieliśmy przewodników, którzy pewne zagadnienia omawiali szczegółowo. Nie wszystkie urządzenia były uruchomione, ale ten fakt nie miał dla nas większego znaczenia. Wszyscy jednomyślnie powiedzieliśmy – „Tu trzeba być cały dzień, możemy taką wyprawę – w głąb nauki – powtórzyć”.

Niektórzy z nas – bladawców – zdecydowali się na uczestnictwo w dwudziestominutowym spektaklu Teatru Robotycznego autorstwa Stanisława Lema O królewiczu Ferrycym i królewnie Krystali, w reżyserii Willa Jacksona i Pawła Kolanowskiego. Wymieniony Teatr jest jednym z najbardziej oryginalnych i niezwykłych projektów Centrum, a grają w nim roboty-humanoidy.

Kończąc odwiedziny u Kopernika mogliśmy nabrać sił do dalszej pracy wycieczkowicza w bistro Wiem ze smacznymi przystawkami, obiadami, deserami i napojami, a w sklepiku Science Store nabyć stosowne do miejsca souveniry.

Wzniesione na niewielkim wzgórku, Okólnik nr 1, jedno z licznych miejsc chopinowskich Warszawy, to miejsce barokowego Pałacu Ostrogskich. Gruntownie zmodernizowanego, z wyremontowanymi zabytkowymi wnętrzami na czas obchodów 200. rocznicy urodzin Fryderyka Chopina. To, ponoć, najnowocześniejsze obecnie muzeum biograficzne na świecie. Ekspozycję stałą, dotyczącą życia i twórczości artysty prezentuje, według projektu autorstwa zespołu Migliore + Servetto z Mediolanu, z wykorzystaniem nowoczesnych technologii. Tu mieści się największa, kilkutysięczna kolekcja chopinianów na świecie. Zwiedzający, zaopatrzeni w chipową kartę, która otworzy indywidualny przewodnik po wystawie, przemieszczają się samodzielnie na czterech poziomach aż do głębokich piwnic włącznie. Tak było i z nami. Budynek, który niegdyś nie miał drugiego piętra, daje nam obecnie możliwość korzystania z: sali koncertowej, pokoju Fryderyka w Żelazowej Woli, paryskiego salonu artysty, sali kompozycji muzyka, pokoju do odbioru wrażeń dla bardzo małych dzieci, a co najistotniejsze z kapsuł dźwiękowych. Gra świateł, cieni i dobranych barw, a nade wszystko dźwięków pobudzają zmysły zwiedzających. Aktywność gości i interakcja wtopienia się w bogatą informację słowną i muzyczną jest tu podstawą zwiedzania. Jak atole koralowców na wielkich wodach, tak to Muzeum skupia i chroni co dla nas istotne – muzykę Fryderyka Chopina, cenne archiwalia, bogaty materiał ikonograficzny i pamiątki po nim. To co szło z kompozytorem, co pozostało, i co zrodziło się zainspirowane jego dziełem i osobą.

Czy poczuliśmy zapach fiołków, tak bardzo ulubiony przez kompozytora? Jeśli nie – zawitajmy tam raz jeszcze na dłużej niż dwie godziny. Warto. Skorzystamy wtedy z programu trasy kilkugodzinnej dla koneserów. Byliśmy w wyjątkowym, pod wieloma względami i ekskluzywnym, miejscu.

Na zakończenie tej wyprawy w modernistycznym budynku Centrum Chopinowskiego, w którym mieszczą się: Narodowy Instytut Fryderyka Chopina, instytucje chopinowskie, punkt informacji turystycznej, fonoteka, biblioteka, restauracja, kawiarnia i wine bar, a który z Pałacem Ostrogskich połączono współcześnie podziemnym korytarzem, pod adresem Tamka 43, a obiekcie gastronomicznym o nazwie adresu, skosztowaliśmy napojów i wyrobów cukierniczych o miłych dla podniebienia smakach.

AL

Możliwość komentowania jest wyłączona.